Poniżej zamieszczam fragment artykułu, jaki pojawił się w styczniowym numerze „Harcmistrza” z 1925 r. Autorem tego artykułu, zatytułowanego Jak wytępiać nasze mówienie na wiatr i naszą niepunktualność?, był Julian Ochorowicz. Fragment ten, jest dla nas – żyjących 80 lat po powstaniu tekstu – tyleż śmieszny co interesujący, a więc zapewne też warty przeczytania. Wszelkie pogrubienia w tekście były naniesione już przez autora.
„[...] Jakkolwiek nałóg powstał [nałóg niepunktualności], jest on dziś zwyczajem i ten zwyczaj trzeba wytępić. A więc uregulować wszystko, co zależy od woli nielicznych, a mających władze jednostek. Dyrektor teatru może zapowiedzieć, że przedstawienia będą się zaczynały punktualnie i że z wybiciem godziny drzwi będą zamknięte. Zarządzający odczyt może ogłosić to samo – i dotrzymać. W stowarzyszeniach, oprócz ogłoszenia, prezes, oczywiście nie malowany, jak to często u nas bywa, może nadto pilnować czasu przeznaczonego na mowę i na przemówienia w dyskusji.
W szkołach władza ma naznaczać kary na spóźniających się bez usprawiedliwienia. Sędziowie, urzędnicy spóźniający się powinni być usuwani. Na zebraniach z oznaczoną ściśle godziną za każdy kwadrans spóźnienia ścigać grzywnę np. 1 zł na cele publiczne. Właściciele zegarów wystawionych od ulicy, a nie regulowanych dostatecznie, winni być skazywani na kary pieniężne, za wprowadzanie w błąd przechodniów i pobudzanie do niepunktualności. W rodzinach należy czuwać, żeby zegar domowy był wyregulowany – której to sztuki człowiek inteligenty wyuczyć się może – a w rodzinach zamożniejszych każde dziecko powinno mieć swój zegarek i samo nad nim czuwać. Skauci powinni urządzać specjalne ćwiczenia, dotyczące punktualności, z coraz to dalszym terminem.
Żadna panna nie powinna wychodzić za mąż za człowieka, który się opóźnia, raz dlatego, że nie będzie miała z niego pociechy, a po wtóre, że nie może nigdy ręczyć, czy taki nie skończy jako defraudant (bo takie wypadki często widywałem), a po trzecie, ponieważ w chwili obecnej tego rodzaju ostrożność jest po prostu obowiązkiem narodowym.
Oprócz tego należy na opinię publiczną oddziaływać w tym duchu, że każdy narażający bliźnich na stratę czasu jest złodziejem, bo kradnie im czas. Wtedy opinia zaczęłaby oddziaływać i na sfery pół prywatne, nie podlegające właściwej kontroli publicznej np. na lekarzy, adwokatów, aby przestrzegali godzin przyjęć i wyznaczali klientom godziny w ten sposób, by czasu nie marnować na czekanie.
Między niesłownością a brakiem ekonomii w użyciu czasu zachodzi ścisły związek. Trzeba tez do niej przyuczać od dzieciństwa nawet przy przejściu przez ulicę, wybierając drogi krótsze, co do czasu, nawet w przejściu przez pokój. A przede wszystkim wprawiać się w ocenę czasu potrzebnego dla wykonania danej czynności.
Ważną też jest zupełnie nam obca umiejętność streszczania się w mowie i piśmie. Bardzo pospolitą jest nieumiejętność ograniczenia samej treści, uwydatnienia rzeczy głównych, a pomijanie zboczeń. Trzeba by też wprowadzić ćwiczenia dotyczące streszczeń opowiadań: stopniowo o połowę, do jednej czwartej, wreszcie do kilku zdań.
Słowność zaś i punktualność należy ćwiczyć na najłatwiejszych, najbliższych i najczęstszych wypadkach w życiu dziecka, a więc przy pożyczaniu piór, gumy, książek itp. oraz na składaniu przedmiotów własnych, już niepotrzebnych, natychmiast na właściwym miejscu. Gdy to wejdzie w nałóg, będzie dziecko potem punktualnym i dla innych i w sprawach ważniejszych.
Powinniśmy sobie i dzieciom naszym wbić w głowę i w serce to przekonanie, że wszystkie straty materialne mogą być odrobione – ale nie może być odrobiona strata czasu.”



